Od sierpa do korony. Jak w naszych sołectwach rodzi się tradycja wieńców dożynkowych [zdjęcia]

•

Gdy na początku września patrzymy na kunsztowne, misternie plecione wieńce stojące przed dożynkowymi scenami lub przy kościelnych ołtarzach, widzimy zwieńczenie wielotygodniowej, a często kilkumiesięcznej pracy. To nie gotowe dekoracje ze sklepu ani nowoczesne technologie tworzą prawdziwy klimat rolniczego dziękczynienia, lecz cierpliwość, wspólnotowy trud i międzypokoleniowa pamięć. Choć współczesne rolnictwo zdominowane jest przez wielkie kombajny i nowoczesne technologie, przygotowanie tradycyjnego wieńca dożynkowego w naszych sołectwach wciąż zaczyna się od ręcznego wyjścia w pole z dawno odziedziczonym sierpem lub kosą.

Z rozmów z mieszkańcami Lisiego Pola, Nawodnej, Brwic, Garnowa, Rurki oraz Narostu wyłania się spójny i niezwykle bogaty obraz powracającej oraz pielęgnowanej tradycji. Cały proces wymaga precyzji, ogromnej wiedzy botanicznej oraz zdyscyplinowania. Zbiór zbóż rozpoczyna się znacznie wcześniej, niż mogłoby się wydawać, gdyż pierwsze, jeszcze zielone i niedojrzałe kłosy jęczmienia, pszenicy czy owsa ścina się już na przełomie maja i czerwca. Tylko wtedy zachowują elastyczność i unikalny odcień, który nie blaknie podczas suszenia. Kluczowym etapem jest późniejsze pasowanie kłosów, układanie ich w niewielkie pęczki, pęczkowanie i prostowanie, a także własna uprawa specjalnych odmian kwiatów, warzyw czy ziół. Niezbędne jest też rzemiosło panów, którzy spawają stabilne metalowe stelaże. To fundament całego przedsięwzięcia. Najważniejszym elementem łączącym wszystkie miejscowości okazuje się jednak aspekt społeczny: wspólne plecenie staje się przestrzenią rozmów, wymiany doświadczeń, budowania lokalnej wspólnoty i międzypokoleniowej integracji.

Lisie Pole

W Lisim Polu tradycja dożynkowa sięga lat 70. XX wieku. Pierwsze zorganizowane wspomnienia wiążą się z 1974 rokiem. Wyplatanie korony wieńcowej opiera się tu na sprawdzonym i sprawiedliwym schemacie organizacyjnym: miejscowość podzielona jest na ulice i przysiółki (m.in. Kolonia czy tzw. „Buraczówka” od strony Rynicy), dzięki czemu co roku obowiązek i honor przygotowania wieńca przechodzi na inną część sołectwa. Gospodarze z Lisiego Pola zdecydowanie stawiają na naturalność i surowiec prosto z pola, unikając klejonych ozdób czy sztucznych kwiatów. Najważniejsza jest pełnia kłosa zebranego w odpowiednim momencie.

Ja lubię od siebie, żeby to było widać ten kłos, który ma ziarno i który propaguje i widać to, że to są z prawdziwego pola, ze żniw w tym czasie zebrane. Jak wcześniej się zrobi, ten kłos jest pusty, z niego można jakieś artystyczne rzeczy robić, bo on się da przykleić. A jak jest ziarno w kłosie, to ten wieniec jest wtedy duży i pyszny. – opowiada nam pani Jadwiga Hryszkiewicz

Fundamentem tegorocznej konstrukcji był solidny stelaż z konkretnego drutu, wyspawany przez sołtysa i lokalnych gospodarzy. Wyjątkowym akcentem w Lisim Polu była w tym roku silna i pełna zapału reprezentacja młodzieży. Nastolatki w wieku od 14 do 16 lat nie tylko pomagały przy ręcznym koszeniu zbóż, ale same próbowały operować tradycyjną kosą pod czujnym okiem starszych. Gdy zboże zostało należycie uszykowane i sprzątnięte, samo plecenie przy zaangażowaniu siedmiu kobiet i czterech młodych pomocników trwało zaledwie cztery godziny. Gotowy, pyszny wieniec przyozdobiono biało-czerwonymi kwiatami pozyskanymi z sąsiedzkich ogródków, co nadało mu dostojny, gminny charakter.biegły niezwykle sprawnie, bowiem od momentu zebrania materiału samo plecenie zaszło w zaledwie cztery godziny, a gotową misterną konstrukcję udekorowano biało-czerwonymi kwiatami.

Nawodna

Historia dożynkowych tradycji w Nawodnej sięga lat 60. XX wieku. Wówczas wieś zamieszkiwało bardzo wielu indywidualnych gospodarzy, co pozwalało na tworzenie nawet trzech osobnych wieńców w samej Nawodnej oraz czwartego w pobliskim Garnowie. Z biegiem lat i zmianami w rolnictwie tradycja ta skondensowała się do jednej wspólnej korony, przygotowywanej rotacyjnie przez poszczególne ulice.

W latach 60. były budowane trzy wieńce i jeden z Garnowa, bo wieś była podzielona, było bardzo dużo gospodarzy. Później to się zmniejszało… U nas w Nawodnej jeszcze można zebrać zboże ręcznie. Z sierpem, z nożem, pojedyncze kłosy, bo trzeba było zebrać pierwszą turę kłosów niedojrzałych, na początku czerwca. Zebrawszy najpierw pierwsze, niedojrzałe kłosy pod koniec maja, pojechaliśmy po piękną pszenicę i jęczmień. Stelaż wykonał pan Andrzej, jeden z naszych gospodarzy, a sam proces przekształcania wizualizacji w gotowy wieniec trwał około trzech tygodni.– mówi pani Ola Kruk – Wspólna praca zaangażowała mieszkańców reprezentujących najróżniejsze pokolenia, od Pana Śniegockiego koszącego snopy, po panie Kurplową, Bednarzową czy panią Anię Gajewską – dodaje mieszkanka Nawodnej.

Autorem stelaża był lokalny gospodarz, pan Andrzej, a proces plecenia odbywał się popołudniami w stodole i trwał około trzech tygodni (po 2-2,5 godziny dziennie). Zbiory pszenicy i jęczmienia uzupełniono świeżymi kwiatami z ogródków pani Agaty i innych sąsiadów. Mieszkańcy Nawodnej zwracają także uwagę na tradycyjny, powracający szacunek dla poświęconego wieńca. Po uroczystościach nie wyrzuca się go, lecz wystawia w ustronnym miejscu, aby ziarno posłużyło za pokarm dla ptaków, a resztę konstrukcji po czasie z godnością rozmontowuje się.

Brwice

W Brwicach tradycja dożynkowa ma mocne korzenie, jednak w tym roku nadszedł moment przełomowy. Przez wiele lat o ciągłość zwyczaju dbali poprzedni sołtys wraz z żoną, przekazując społeczności wiedzę o tym, ile serca i cierpliwości wymaga ta praca. W tym roku opiekę nad wieńcem przejęło młodsze pokolenie – członkowie Koła Gospodyń i Gospodarzy Wiejskich „Sekwoja” oraz nowo wybrana sołtys. Nie traktowali tego jako zastąpienie dawnych mistrzów, ale jako naturalne przekazanie sztafety i nadanie tradycji własnej, świeżej energii.

Przygotowania w Brwicach rozpoczęły się od podstaw. Od wczesnego zbierania i suszenia odpowiednio wyselekcjonowanych kłosów. Przełomem okazała się rozmowa z proboszczem, ks. Marcine Młodawskim. Opowiadając o życiu, podróżach i duchowej opiece św. Antoniego z Padwy, zainspirował mieszkańców do stworzenia czegoś wyjątkowego: wieńca w kształcie łodzi pod patronatem tego świętego.

Ksiądz Marcin nie tylko podsunął nam samą koncepcję. Nadał naszemu wieńcowi jego historię, symbolikę i duchowy wymiar. Chcieliśmy, aby nie był on tylko piękną konstrukcją wykonaną ze zboża i suszonych roślin, ale żeby coś sobą opowiadał. Łódź stała się dla nas symbolem wspólnej drogi, wiary, tradycji i wspólnoty, a św. Antoni – jej patronem.– opowiadały panie Patrycja Faluta (Przewodnicząca KGiGW „Sekwoja”) oraz Kamila Ludwiczak (Sołtys Sołectwa Brwice).

Gdy pomysł dojrzał, mężczyźni z Koła Gospodyń „Sekwoja” wyspawali stalową konstrukcję łodzi. Podczas prac dekoracyjnych nie obeszło się jednak bez emocji. Koncepcja ewoluowała i w pewnym momencie trzeba było fizycznie odciąć fragment stelaża. Mieszkańcy nazwali ten moment żartobliwie „operacją na otwartym sercu”, która de facto zakończyła się pozytywnie, a łódź mogła płynąć dalej.

Najbardziej symbolicznym etapem było samo plecenie. Dla większości młodego zespołu był to pierwszy raz w życiu. Uczyli się metody prób i błędów, nieustannie sięgając po wiedzę i rady bardziej doświadczonych mieszkańców. Równolegle cała wieś przygotowywała świątynię na Mszę Świętą, a po nabożeństwie sołtys, Rada Sołecka i KGiGW zaprosili wszystkich na plac zabaw. Przygotowano domowe potrawy, ciasta i poczęstunek, udowadniając, że dożynki w Brwicach to owoc wielodniowego, wspólnego działania całej społeczności.

Garnowo

W Garnowie tegoroczne przygotowania dożynek skupiły się wokół modernizacji i nadania nowego wymiaru symbolicznego istniejącej w sołectwie konstrukcji. Decyzją mieszkańców centralnym punktem wieńca stała się zakupiona figurka Najświętszej Maryi Panny, co nawiązywało bezpośrednio do wezwania lokalnego kościoła filialnego.

Ta kosa i ten sierp to jest pożyczony po tacie, a ten sierp to jeszcze tato odziedziczył po swoim tacie. Przekazuje się to z pokolenia na pokolenie – opowiada Paweł Bednarz, sołtys sołectwa Garnowo – Ja ogólnie sam nie umiałem robić wieńców, od lat robiły je u nas pani Grażyna Baczkowska z panią Marysią Cholewską, które miały swoje wyspawane stelaże – krzyż, serce czy kosz. W tym roku wymyśliliśmy, że kupimy Matkę Boską, ponieważ kościół jest pod wezwaniem Najświętszej Maryi Panny, i obszyjemy ten stelaż na nowo. – dodaje.

Prace polegały na odnowieniu i dopasowaniu stelaża, dołożeniu świeżego zboża ściętego rodzinnym, wielopokoleniowym sierpem, wkomponowaniu suszonych roślin oraz przyozdobieniu całości żywym kwiatostanem, który mieszkanki Garnowa (m.in. pani Ala, Grażyna czy Mirka) ścinały w swoich ogródkach w sam poranek dożynkowy. Montaż zajął około pięciu godzin wspólnej, intensywnej pracy. Gotowy wieniec, po reprezentowaniu wsi na dożynkach gminnych, powrócił do Garnowa, by zdobić odświętnie udekorowany kościół podczas lokalnej mszy dziękczynnej.

Rurka

Dla członkiń Koła Gospodyń Wiejskich w Rurce tworzenie wieńca dożynkowego to proces rozciągnięty niemal na jedną trzecią roku. Tradycja ta w obecnej, zorganizowanej formie liczy około 15 lat, a jej duchową inicjatorką była śp. Leokadia Siewiera – najstarsza członkini KGW, która zaszczepiła w wiosce potrzebę pieczołowitego pielęgnowania rolniczego dziękczynienia. W Rurce dba się o to, by w strukturze wieńca znalazły się wszystkie podstawowe gatunki zbóż, co wymusza ścisłe przestrzeganie kalendarza dojrzewania zbóż.

Samo zbieranie i tworzenie wieńca to jest około 3 tygodni. Natomiast żeby zacząć w ogóle myśleć o wieńcu to jest okres 4 miesięcy. Suszenie kwiatów, zbieranie, układanie… Zaczynamy już od maja od ścinania jęczmienia, który jest pierwszym zbożem. Każde zboże musi być zebrane w zupełnie innym okresie. Jeśli zboże jest za późno zebrane, po prostu nie wygląda estetycznie. Używamy sierpów, nożyc, tniemy ręcznie. Suszymy wyłącznie głowami w dół, żeby źdźbła były proste. – opowiada Renata Janik z Koła Gospodyń Wiejskich w Rurce.

Gospodynie z Rurki nie tylko ścinają zboża rodzinnymi sierpami, ale również same wysiewają specjalne odmiany kwiatów, które po zasuszeniu tworzą barwne kompozycje z ziołami i warzywami. Choć w ostatnim czasie Rurka pożegnała kilka zasłużonych seniorek, młodsze członkostwo z determinacją kontynuuje ich dzieło. Uczą się trudnej sztuki wicia i wyplatania ozdób ze słomy, łącząc tradycyjne wzory z odważnymi, nowymi pomysłami formalnymi.a.

Narost

W Naroście przygotowanie wieńca dożynkowego to dowód na to, jak wielka pasja drzemie w skromnym zespole. Prace spoczywają na barkach zaledwie trzech lub czterech osób z najstarszego pokolenia, które cały proces wykonują z ogromnym wyczuciem i pieczołowitością. Wszystko zaczyna się od uważnego obserwowania pól podczas codziennych spacerów i wychwytywania momentu, w którym zboże osiąga idealną barwę.

Jak idę gdzieś na spacer z siostrą i oglądamy po polach, gdzie jakie zboże rośnie, to już jak jęczmień jest zielony, idziemy z sierpem, bierzemy wózek i tniemy. Ścięte zielone zboże przekrywamy w foliaku – wtedy ono nie żółtnie na słońcu, tylko trzyma piękny, zielonkawy kolor. A sierp mam odziedziczony, ma już tyle lat… Do tego dochodzi suszenie, robienie małych pęczków i dopasowywanie do stelaża. – opowiada nam pani Teresa, mieszkanka Narostu.

Pani Teresa i współtowarzyszki pracują na stelażach, które służą im przez lata. W zależności od wybranej w danym roku koncepcji nadają wieńcowi kształt serca, kielicha lub korony. W tym roku wybór padł na serce. Sam proces pęczkowania i układania zbóż trwa kilka dni. Odbywa się w domowym zaciszu, w serdecznej atmosferze przy pysznej kawie, domowym ciastku i wspólnych rozmowach. Choć panie ubolewają, że młodsze pokolenie rzadziej włącza się w te czasochłonne zajęcia, nie tracą zapału i już zapowiadają, że w przyszłym roku na dożynki chętnie przygotują wieniec w kształcie kielicha.

Translate
Przejdź do treści