Wczoraj w Rurce odbył się dzień zdjęciowy do reportażu o pierwszych dniach powojennej wsi. Naszymi rozmówcami byli Andrzej Krywalewicz, współautor projektu, oraz Pani Weronika, mieszkanka Rurki i bohaterka jednego z jego wcześniejszych artykułów.
Podczas nagrań przeszliśmy trasą, którą jesienią 1948 roku pokonał urzędnik z Warszawy. Został on oddelegowany do wsi przez Komisję do spraw Nazewnictwa, aby uporządkować powojenne nazwy miejscowości nad Odrą. Przyjęta wcześniej w pośpiechu nazwa „Trzcinno” nie odpowiadała wiosce, leżącej w niecce wśród wzgórz, stawów i mokradeł. Po oględzinach okolicy z cmentarnego wzniesienia, z lasu i z doliny urzędnik miał powiedzieć: „Moje serce i rozum mówią to samo: to miejsce przypomina potężną rurę. Z której strony by nie patrzeć, zawsze ten kształt przychodzi na myśl. Od dziś to będzie Rurka.”
Osią spaceru i rozmów były wspomnienia Pani Weroniki. Opowiada ona o pierwszych miesiącach po wojnie, gdy życie we wsi miało charakter prowizoryczny, a zmarłych chowano bez trumien. Wraca również do jesieni 1948 roku: pogrzebu na starym cmentarzu z trzema dębami, spotkania jej ojca, żołnierza forsującego Odrę, z przybyszem z Warszawy oraz nocy, którą gość spędził pod ich dachem. Ważnym wątkiem jest także zbiorowe zdjęcie mieszkańców Rurki, wykonane przy miejscu, gdzie dziś stoi przystanek PKS. Fotografia przetrwała do dziś.
Reportaż o pierwszych dniach powojennej Rurki ukaże się już wkrótce w naszych mediach społecznościowych. Powstaje on we współpracy z Andrzejem Krywalewiczem.
Czytaj wspomnienia Pani Weroniki: W tym domu najsilniej czuć było ducha poprzednich mieszkańców








