W bocznej kaplicy kościoła Mariackiego, pośród wyblakłych gotyckich polichromii z pierwszej połowy XV wieku, kryje się przestawienie, które dla współczesnego widza jest niemal estetycznym wstrząsem. To, co na pierwszy rzut oka wydaje się klasyczną sceną pasyjną, przy bliższym poznaniu okazuje się skomplikowanym rebusem teologicznym. Artysta, operujący ostrą kreską i oszczędną paletą barw, nie trzymał się kurczowo ewangelicznego zapisu. Zamiast rzymskiej kohorty, pod krzyżem umieścił asystę, której obecność jest anachronizmem i paradoksem zarazem.
Naturalnie, centralną postacią jest konający Chrystus, ale to, kto Go otacza, stanowi o unikalności tego dzieła. Wśród jedenastu postaci dostrzegamy Marię i Jana Apostoła (kanon). Jednak tuż obok nich pojawiają się święci Piotr i Paweł. Ich obecność na Golgocie, choć historycznie niemożliwa, ma wymiar symboliczny: uosabiają oni Kościół powszechny, który rodzi się w momencie ofiary. Prawdziwe poruszenie wywołuje jednak siedem niewieścich postaci w koronach. To personifikacje cnót chrześcijańskich, które w tej wizji stają się oprawcami.
Analiza napisów na banderolach, wykonana jeszcze w początkach XX wieku przez niemieckich konserwatorów (m.in. G. Bossa i W. Hoppego), pozwala na precyzyjną identyfikację tych “świętych katów”. Widzimy, jak Miłosierdzie (Misericordia), Posłuszeństwo (Oboedientia), Pokój (Pax) i Prawość (Listitia) nakładają Chrystusowi na głowę koronę cierniową, a Miłość (Caritas), w najbardziej dramatycznym geście, przebija Jego bok włócznią.

Skąd tak drastyczny pomysł w sercu średniowiecznej pobożności? Genezy należy szukać w pismach św. Bernarda z Clairvaux, który w swoich homiliach przekonywał, że to nie nienawiść Żydów czy rzymski ordynans zabił Zbawiciela, lecz Jego własna, nieskończona cnota. W tym ujęciu krzyż nie jest narzędziem kary, lecz miejscem, w którym cnoty osiągają swoje ekstremum. To Miłość “musiała” przebić serce Boga, by uwolnić strumień łaski. Jak podkreślał Marcin Luter w swoich późniejszych komentarzach do Listów św. Pawła, to właśnie napięcie między prawem a miłością definiuje kondycję chrześcijańską. Motyw ten w Chojnie zdaje się antycypować te rozważania.
W Polsce podobne przedstawienie znajdziemy jedynie w “Śląskiej Sykstynie” w Małujowicach, co czyni nasz fresk zabytkiem klasy europejskiej. Na całym świecie zachowało się zaledwie około dwudziestu takich realizacji (między innymi w Bad Doberan czy Wienhausen). Choć Sobór Trydencki ostatecznie “zakazał” takich zawiłych alegorii, uznając je za zbyt trudne dla ludu, choceńskie malowidło przetrwało jako relikt dawnej, żarliwej mistyki.
Bibliografia:
Joanna A.K., Tajemnica fresku, “Refleksje” 2015
Gierke M., Ukrzyżowanie przez cnoty albo o poszukiwaniu róży, Gazeta Chojeńska 2018
Voss G., Hoppe W., Die Kunstdenkmäler des Kreises Königsberg (Neumark), Berlin 1927.


